Wciąż tu jestem
cicho, bezszelestnie
choć nie widzisz, nie przeczuwasz
ja tu jestem
bliżej niż dawniej
dbam o siebie
płynę na dźwięku strun
jestem tam i tu.
Wśród nocy czerni
Księżyca blask
Nadaje podróży mej sens.
Wciąż jestem tu.
Właściwie nie było mym zamiarem zaczynać posta czymś na kształt "wiersza". Po prostu chciałem napisać, że żyję, i że mam się całkiem dobrze. Napiszę nawet więcej, to nie tylko "żyję", to "wreszcie ŻYJĘ!".
Dałem i wciąż daję sobie czas, pozwalam sobie na bycie niedoskonałym, uczę się żyć, tak by nie ranić siebie, jak to dość często bywało w przeszłości.
W cale nie mówię, że jest łatwo. Że rok czy półtora terapii załatwił wszystko, i teraz już jest z przysłowiowej górki.
Jestem wciąż w bądź jak kto woli na terapii. Przeszedłem już wiele, wróciłem do rozlicznych ran, raz jeszcze pozwoliłem im mocniej zakrwawić, lecz tym razem powróciłem do nich z czymś jeszcze, co pozwoliło tym ranom wreszcie zacząć się goić.
Nie mówię, że jest lekko. Zdrowienie nie zawsze bywa przyjemne. Zwłaszcza wtedy gdy części dysfunkcyjnej osobowości ścierają się z nową rzeczywistością osobowości opartej na czymś, co bywa nowe, nieznane a czasami nawet przerażające.
Na dłuższy czas dałem sobie przestrzeń, w której niczego nie muszę.
Teraz jestem tu bo chcę, mimo iż wcale się stąd nie oddaliłem. Po prostu siedziałem w milczeniu, kontemplowałem i żyłem. Teraz w zasadzie robię to samo, tylko że na głos ;)
Po ponad pół roku tu niepisania jest inaczej. Coś znowu się zmieniło, po raz kolejny zobaczyłem inną-swoją twarz.
Cieszę się, że znalazłem inspirację i chwilę by napisać. Chcę to robić częściej.
Dobranoc
wtorek, 9 listopada 2010
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)