poniedziałek, 24 listopada 2008

ot, tak po prostu zniknac

"mierda" tak sie wlasnie czuje...
i dobry kawalek LP
Samotnosc i pustka,
a jeszcze rano bylo tak radosnie
niemoc i brak motywacji
i zrodlo strachu,
juz wiem czego sie boje
i reakcja ciala
nienawisc i bol
dlaczego znowu
karze sie tak srogo
pustka i nic
tylko glos Nin
dociera jeszcze
lzy

Khadja Nin

środa, 19 listopada 2008

nie musze sie bac

Byla tu kiedys taka sytuacja. Po ulewie, na jedynej drodze dojazdowej do asfaltowki, pracowal spychacz, probujac ja naprawic. Mozna by rzec nawet, umozliwic jakikolwiek przejazd. Czekalismy wiec cierpliwe, zanim skonczy i bedziemy mogli ruszyc dalej. W miedzyczasie, dotarl "z drugiej" strony jeden lokalny facet, niezle wstawiony. Rzucal sie troche do naszego znajomego (ktory jest policjantem). Czuc bylo gorzale niemilosiernie. Byl malo przyjazny wtedy. Czulem sie dziwnie, bo wszyscy lokalni zawsze mili i przyjazni, a tu trafil sie pijus, do tego pyskaty.

Nie raz zdarzalo mi sie wracac samochodem pora, kiedy juz sie sciemnialo. Mijalem tego faceta kilka razy. Na poczatku mialem zawsze w glowie to, ze on pije, i jaki byl niemily. Wiec karalem go, nie zatrzymujac sie, nie podrzucajac go, mimo ze chlop mial do przejscia dobre 6-7 km. Mysle, coz nie moge byc dobry dla kazdego (innych zawsze podrzucam). Ale nawet probujac myslec tak, czulem sie niezbyt dobrze. Kurna, facet niczego zlego mi nie zrobil. Nie musze sie go bac. Co z tego ze byl pijany-czy to znaczy ze jest kims zlym od razu. Pomyslalem, o podobjej sytuacji, w ktorej znalazla sie znajoma (u niej bylo to w pracy, klient ziona woda...) U niej rowniez pierwsza reakcja byl ten dzieciecy lek, strach i akcja obronna w postaci odciecia jakichkolwiek emocji do klienta. Zlapala sie szybko na tym, mowiac sobie, ze "zaraz, nie musze sie bac, jestem dorosla, nic nie moze mi zrobic." I to dalo jej mocy by wybrnac z sytuacji, i byc "ludzka" dla innych, nawet pijanych.
Dzis sie przelamalem. Jechalem tym razem z kolega razem, i od razu jak tylko zobaczylem tego mezczyzne zapowiedzialem ze go bierzemy. Zdziwil sie facet, ze nagle sie zatrzymalem i ze go zabieramy. Kurcze on codziennie wali z buta ten dystans 2 razy, do i z pracy. Gdy wsiadl do samochodu, poczulem sie dobrze, bezpiecznie, tak jakos inaczej po prostu.
Chyba bylem wtedy dorosly.

niedziela, 16 listopada 2008

jakis marazam i...

Wracam wiec do Polski. Mam juz bilet kupiony na grudzien. Jeszcze nie wiem, gdzie sie zatrzymam, ale jedno wiem, gdzie raczej nie...
Mam kilka adresow, gdzie spokojnie bede mogl znalezc dobra terapie, kwestia tylko znalezienia pracy, mieszkania, i odnalezienia sie w tym wszystkim na nowo. Znowu... Mam nadzieje jednak, ze to jeden z ostanich "razow" kiedy wszystko musze stawiac do "gory nogami" w przeciagu tak krotkiego czasu.
Nie pisalem chwile, bo wpadlem w jakis marazm, i tradycyjny brak ochoty, na cokolwiek.
Zlosc i gniew. Uczucia, ktore wreszcie zaczalem w sobie rozpoznawac. Jest we mnie duzo zlosci i gniewu, i takiego niepisanego "wkur...enia", ktore zawsze skrzetnie dusilem w sobie. Wiele rzeczy mnie wkurza, irytuje, i gdy tylko cos nie idzie po mojej mysli, po prostu wpadam w zlosc, i klne, albo krzycze, jak jestem sam. Nie lubie tego, ale to taki durny sposob na szybkie odreagowania skumulowanych emocji. Nietety dziala tylko na krotka mete.

Rozmawialem dzis z bratem. Ponoc dzwonil do Taty, ktory zaraz zapytal o mnie, bo slyszal ze wracam do Polski. Zapytal go wiec, czy moze wie, dlaczego, po co wracam. Na to brat odparl, ze wracam bo chce isc na terapie. Na to ojczulek, ze co ja znowu wyprawiam. I ze gdyby on sie tak mial tym wszystkim przejmowac to by zwariowal. Brat wtedy powiedzial mu o DDA, o on na to, ze co ja znowu sobie wymyslilem. No kurwa jego mac, nie moge. Nie ma to jak wsparcie i zrozumienie...
Dalej mowil mojemu bratu, ze jestem jego czastka, i ze moje problemy sa jego problemami, po czym dodal ze on przeszlosc zostawil. To zajebiscie, tyle ze dla mnie jego sposob "na przeszlosc" juz nie dziala. Ja chce zaczac normalnie zyc, bez udawania ze wszystko jest super i OK.

Rzeklbym tak, podazajac za Dysfunkcyjnym:" trzeba przeszlosc przezyc na nowo, jako dorosly, swiadomy czlowiek, by duchy i demony wyrosle nam w glowach przestaly straszyc".

Jestem zly, i poirytowany, ale nie zamierzam sie opiniami mojego taty przejmowac. Decyzje juz podjalem, i bez wzgledu na to co on, badz ktos inny o tym mysli, zamierzam ja wprowadzic w zycie.
Nie po trupach, nie na sile, nie dla udowodnienia czegokolwiek komukolwiek. Robie to dla siebie, dla wlasnego szczescia, bo w koncu ja tez na nie zasluguje.

sobota, 8 listopada 2008

Dorosle Dzieci

Polecono mi dzis jedna piosenke. Jakbym to juz wczesniej slyszal, ale nigdy jakos nie wsluchiwalem sie w tekst...
posluchajcie: Dorosle Dzieci

czwartek, 6 listopada 2008

Boiskowa reprymenda

Wrocilem z treningu. W ramach zadbania o siebie i swoje potrzeby, od niespelna 2 tygodni gram w pilke z miejscowymi. Na poczatku troche sie balem zapytac. Cale szczescie to oni pierwsi zapytali czy nie mialbym ochoty z nimi "popykac" w noge. Ucieszylem sie jak dziecko na ta propozycje.
Od kiedy pamietam, pilka nozna to zawsze jakos mi towarzyszla. Pamietam swoje pierwsze Mistrzostwa Swiata w TV. To byl czas, jak chyba Piter Szilton (napisze po polsku bo nie mam pojecia jak sie to pisalo w oryginale ;) ) owczesny bramkarz reprezentacji Anglii. Mial chyba wtedy cos kolo 40stki. Kibicowalem mu jak nie wiem co. I wtedy stalo sie, puscil bramke. Plakalem razem z nim jak bobr. Chyba bardziej to przezywalem jak on. Potem na podworku jak gralismy z chlopakami, to oczywscie ja bylem golkiperem, bylem Piterem Sziltonem :)

Zawsze chcialem grac w jakims klubie. Nawet w C-klasie. Ale za niski troche bylem i mimo wielkiej ambicji nie bylo mi dane.
Tak wiec teraz, nadazyla sie okazja by sprobowac jeszcze raz, nie koniecznie na bramce, byle grac, byle czuc radosc z pilki.
Oki, zaczalem. Ale zaczalem tez robic to co zawsze. Wlaczyl sie mechanizm, ze "musze byc najlepszy, ze musze sie starac zagrac jak najlepiej, bo inaczej zostane wysmiany, niezakceptowany". Wiec dawalem z siebie wszystko, mimo ze kontaktu z pilka nie mialem dobre 4 lata. Co tam, masz ganiac. A jak cos nie wyszlo, najchetniej bym od razu sobie przypieprzyl z piesci, ale pozostala tylko mentalna, wewnetrzna reprymenda.
Cale szczescie zaczalem troche ten mechanizm zauwazac. Zaczalem tez zauwazac, ze inni ktorzy graja ze mna, tez nie sa doskonali, tez popelniaja bledy, i jakos nie ma z tego powodu konca swiata. Ufff, ale czy na pewno?

Jakos tak wyszlo, ze trener widzi mnie na bramce. Nie ma sprzeciwu, bo lubie byc bramkarzem, w koncu katowalem ta pozycje od malego.
Kolejny trening, a tu wciaz to samo, puszcze bramke, od razu "zjebka". Niewazne, ze byla nie doobrony. Zaczalem sobie wtedy mowic, "Odpusc bracie, czy myslisz ze Dudek, Boruc czy Piter Szilton byliby to w stanie obronic? Nawet jesli tak, to to jest ich praca, oni graja, im za to placa, nic innego nie robia, tylko trenuja, a i tak puszczaja gole". Heh, to teraz taka moja mala afirmacja.

Co jeszcze? Kiedy udalo mi sie cos wybronic, ladnie sie rzucic, tak z poswieceniem, zaraz chlopaki klaskali, cmokali, slyszalem slowa pochwaly. Ale mi wtedy, od razu wlaczalo sie niedowierzanie, podejrzliwosc, i zamiast poczuc sie doceniony, poczulem jakby raczej ze mnie szydzono, ponizano, niz naprawde doceniono. Ale zaraz zaraz, oni chca mnie zebym byl pierwszym bramkarzem, w zblizajacych sie zawodach. Hmm, wiec chyba cos musze jednak soba prezentowac, i to gdy doceniaja cos co zrobie, to jednak prawda. Jakos nadal niedowierzam :(
Wczesniej bym tego nie zauwazyl. Zawsze myslalem, ze ufam ludziom, ze nie jestem podejrzliwy.

Skad mi sie to bierze? Przynajmniej teraz to zauwazam, i choc troche moge podejsc do tego z dystansem.
Nic jutro kolejny trening, w niedziele zawody. I juz sie kur..a stresuje.

wtorek, 4 listopada 2008

smutek i niepewnosc

Mialem pisac o psie, ale nie dam rady, bo jest mi cholernie smutno. Dziwnie sie czuje. Podjalem decyzje o terapii. Wiaze sie to z tym, ze musze wrocic do Polski. Boje sie. Widmo szarosci, szukania pracy (bo jakos zyc bede musial), mieszkania. Czuje lek przed tym wszystkim, przed czym ponad roku temu ucieklem. Ucieklem, a teraz wracam, kto wie, moze nawet na zawsze?

W sumie, najpierw napisalem list do przelozonych, gdzie opisalem swoja sytuacje, mowiac wprost ze potrzebuje pojsc na terapie. Najpierw balem sie ten list wyslac, zeby ich czasem nie zasmucic, zranic. Potem, jak juz wyslalem, balem sie sprawdzic poczte, a po cichu to chyba liczylem, ze odpowiedz bedzie nagatywne, no i sie dostosuje. Jak zawsze.
Odpowiedz, jaka otrzymalem, byla pelna zrozumienia, i poczulem wielkie wsparcie. Poczulem sie dobrze.

Teraz slysze mysli, ze moze jednak przesadzam z tym swoim DDA, ze moze nie jest az tak zle, jakby sie wydawac moglo, wyolbrzymiam. Czy terapia jest warta tego calego zachodu? Znowu rzucic wszystko, zaczynac znowu od nowa?
Mimo smutku, i poczucia przegranej, odpowiadam tak. Ta wewnetrzna walka, i uczucie porazki. Ze niby nie jestem taki perfekcyjny. A czy musze byc? Nie dalem rady. A kto powiedzial ze musze dac?

Wczoraj, na boisku, jak chwile kopalem pilke z chlopakami, uzmyslowilem sobie, jak potrafie byc dla siebie surowym trenerem, sedzia, napastnikiem. Gralem na bramce, a kolesie strzelali. Po kazdej puszczonej bramce slyszalem ten wewnetrzny glos: ze jak moglem taka szmate wpuscic, dlaczego sie nie rzucilem, dlaczego to dlaczego tamto. Ale wczoraj juz sluchalem tego tak troche z boku, i nie bralem sobie tego az tak do serca.

Nadal mi smutno. Poloze sie zaraz. Przespie, moze rano bedzie lepiej.

poniedziałek, 3 listopada 2008

slonecznie i wielowatkowo

Wczorajszy dzien byl ciekawy. Sloneczny i wielowatkowy. Zdecydowanie lepiej sie czuje gdy jest slonce, gdy nie jest szaro, to dodaje mi sily.

Rozmawialem wczoraj z paroma osobami na necie i to tez na mnie dobrze wplynelo.
Uczucie, ze nie jestem sam, i nadzieja na lepsze jutro, lepsza przyszlosc.

No i zaczytalem sie do pozna na blogu dysfunkcyjnego. Zaczalem kilka dni temu, od najswiezszych wpisow, przeczytalem wszystkie, i w sumie myslalem ze to wszystko. Potem zajrzalem do archiwum i sie ucieszylem, mnostwo starych wpisow, jeszcze zanim Autor poszedl na terpaie. W sumie na ta chwile, to ta strona jest taka moja "mala duza" terapia.
Czytajac jego dziennik, mam wrazenie jakbym czytal o swoim zyciu. Nawet jego problemy z zona, w porozumiewaniu sie, w normalnych kontaktach z nia, wydaja sie takie bliskie.

Ciezka sprawa. Ale ciesze sie, bo jest nadzieja w tym wszystkim. On przeszedl swoja droge, i nadal nia idzie, i jest juz tam, gdzie ja tez bede, bo bardzo tego chce. To daje mi niesamowitej sily i wiary.

Z Przyjacielem rozmawialismy o psach, zwlaszcza o szczeniakach i o ich wychowaniu. On teraz czyta ciekawa ksiazke, z kotrej troche mi pocytowal. Mocne slowa, a zarazem takie prawdziwe i pelne sensu. Pytanie: jak myslisz, jak Bog, Jezus, Allah, Kryszna, czy ktokolwiek inny wychowywal by swojego psa? Czy ciagnal by go za obroze z calych sil, bo pies cos "zle" zrobil? Czy wpychal by jego maly pyszczek w miejsce gdzie sie maluch zsikal czy zrobil kupe, zeby mu pokazac jak bardzo zle sie zachowal?
I podobnie jest z naszym wewnetrznym dzieckiem...Jak ja traktuje sam siebie...

Po tej rozmowie, cos sobie jeszcze uswiadomilem...ale o tym moze potem.

niedziela, 2 listopada 2008

Mam prawo

Przestalo byc szaro. Nowy dzien i tym razem pojawilo sie Slonce. Jakze ja lubie gdy jest slonecznie, gdy widze rozlewajace sie dookola cieplo.

Postanowienie: zalozylem nowego bloga. Zrobilem to po to by sobie pomoc, a nie dokladac jeszcze jeden powod do bycia dla siebie surowym...bo co jak nagle przestane pisac, bo po prostu nie bede chcial, bo nie bede czul, ze chce cokolwiek napisac. Mam do tego PRAWO! Oswajam sie z ta mysla, i czuje sie z nia dobrze. Ze niczego nie musze.
Slomiany zapal, jedna z cech DDA. Na poczatku duzy entuzjazm do dzialania, z zaangazowaniem, potem stopniowo jazda w dol. Milczenie, i kojena proba kontynuowania czegos co sie kiedys zaczelo. A w miedzyczasie poczucie winy, ze powinienem cos zrobic, cos dodac, bo co jesli to czy tamto. DOSC. Przestaje tak myslec, bo w koncu chce wyjsc z tego obledu. Chce zadbac o siebie, chce poznac co lubie, czego nie, i chce sie czuc z tym po prostu dobrze.

Czasem napisze, czasem nie.
siedze na bialym krzesle,
z lornetka
i koliber co przysiadl na galezi
rzadki widok,
potem znowu trzepot, ruch
obserwuje przez okular
ruchy jego skrzydel
szybkie, zwinne
naturalne
tez bym tak chcial