Pisanie tu to taka pewnego rodzaju terapia, konfrontacja z tym co czuje, co przeżywam, o czym myślę. Może dlatego na samą o tym myśl, szukam wymówki by tu nie zaglądać.
Ostatnie kilka dni nie byłe dla mnie zbyt łatwe.
Zrozumiałem (mam nadzieję, że nie jest to stan tymczasowy), że seks bez miłości jest pusty, pozbawiony emocji, a nawet przyjemności. Płacenie za seks jak za każdą inną usługę, mija się z jego celem.
Boję się, że nigdy nie będę w stanie kochać, ani uwierzyć w to, że ktoś może mnie kochać.
Kiedy mówię kocham (nie jest to zbyt często), nie czuję nic. Czasami tak odpowiadam na to, jak ktoś mówi że kocha mnie. Źle mi z tym, tym bardziej że osoby które mówią, że mnie kochają są w tym szczere, i ja też chciałbym je kochać (być może nawet to robię), tak by móc szczerze powiedzieć im o tym. Kocham, to dla mnie puste słowo. Puste i odległe, bo nie znam jego znaczenia, nie "czuję go".
Jestem tym cholernie zmęczony.
środa, 4 listopada 2009
refleksja
Dzisiaj w pracy (a pracuję sam) podczas jednego z wewnętrznych dialogów złapałem się na tym, że jak myślę o pewnych momentach mojego życia, mam wrażenie, że to jakby jakaś inna bajka, coś co nigdy nie wydarzyło się w moim życiu. Uczucie jakby to było dla mnie zupełnie obce, odległe, nierealne. Pomyślałem o tym, że kiedyś miałem żonę, że się rozwiedliśmy. "Słucham" o tym z nie małym zdziwieniem i niedowierzaniem, że to wydarzyło się w moim życiu. Zaczynam zastanawiać się, ile tak na prawdę i świadomie zdarzyło/zdarza mi się przeżyć "mojego własnego życia". Mam tylko nadzieję, że od kiedy zacząłem terapię jest tych momentów co raz więcej...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)