Byla tu kiedys taka sytuacja. Po ulewie, na jedynej drodze dojazdowej do asfaltowki, pracowal spychacz, probujac ja naprawic. Mozna by rzec nawet, umozliwic jakikolwiek przejazd. Czekalismy wiec cierpliwe, zanim skonczy i bedziemy mogli ruszyc dalej. W miedzyczasie, dotarl "z drugiej" strony jeden lokalny facet, niezle wstawiony. Rzucal sie troche do naszego znajomego (ktory jest policjantem). Czuc bylo gorzale niemilosiernie. Byl malo przyjazny wtedy. Czulem sie dziwnie, bo wszyscy lokalni zawsze mili i przyjazni, a tu trafil sie pijus, do tego pyskaty.
Nie raz zdarzalo mi sie wracac samochodem pora, kiedy juz sie sciemnialo. Mijalem tego faceta kilka razy. Na poczatku mialem zawsze w glowie to, ze on pije, i jaki byl niemily. Wiec karalem go, nie zatrzymujac sie, nie podrzucajac go, mimo ze chlop mial do przejscia dobre 6-7 km. Mysle, coz nie moge byc dobry dla kazdego (innych zawsze podrzucam). Ale nawet probujac myslec tak, czulem sie niezbyt dobrze. Kurna, facet niczego zlego mi nie zrobil. Nie musze sie go bac. Co z tego ze byl pijany-czy to znaczy ze jest kims zlym od razu. Pomyslalem, o podobjej sytuacji, w ktorej znalazla sie znajoma (u niej bylo to w pracy, klient ziona woda...) U niej rowniez pierwsza reakcja byl ten dzieciecy lek, strach i akcja obronna w postaci odciecia jakichkolwiek emocji do klienta. Zlapala sie szybko na tym, mowiac sobie, ze "zaraz, nie musze sie bac, jestem dorosla, nic nie moze mi zrobic." I to dalo jej mocy by wybrnac z sytuacji, i byc "ludzka" dla innych, nawet pijanych.
Dzis sie przelamalem. Jechalem tym razem z kolega razem, i od razu jak tylko zobaczylem tego mezczyzne zapowiedzialem ze go bierzemy. Zdziwil sie facet, ze nagle sie zatrzymalem i ze go zabieramy. Kurcze on codziennie wali z buta ten dystans 2 razy, do i z pracy. Gdy wsiadl do samochodu, poczulem sie dobrze, bezpiecznie, tak jakos inaczej po prostu.
Chyba bylem wtedy dorosly.
środa, 19 listopada 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz