Na jednej z ostatnich terapii poruszyłem temat taty i moich z nim relacji.
Do tej pory wszystko raczej kręciło się wokół mojej mamy, natomiast temat taty i jego wpływu na moje obecne życie pozostawał gdzieś z boku.
Pamiętam, jak przez całe moje dzieciństwo i całkiem sporą część dorosłego życia, czułem się winny wszelakich niepowodzeń jakie spotykały moich rodziców, zwłaszcza w sytuacjach kiedy albo krzyczeli na siebie, albo milczeli przez kilka dni-myślałem, że to właśnie przeze mnie.
Będąc pierworodnym synem, bardzo szybko zacząłem przejmować obowiązki doroslych, zacząłem wchodzić w role, o których jako dziecko, nie powienienem nawet wiedzieć.
Jak tak teraz patrzę wstecz, zawsze byłem na posterunku, gotowy do zastąpienia ojca. Bywało tak, że dom był na mojej głowie, to ja opiekowałem się młodszym bratem, ja chroniłem go przed tym co się działo w domu.
Tato widział co się działo z mamą. Pamiętam jak nie raz robił jej awanturę o to, że wypiła. Potem zawsze dodatkowo stosował karę psychiczną, czyli kamienna twarz, bijący chłód,, i praktycznie zero odzywania się do niej. Zawsze bałem się tego. Jak coś przeskrobałem, to na samą myśl o "milczącym tacie" byłem przerażony.
Gdy coś zmodziliśmy z bratem, tato nas nie bił, wystarczyła reprymenda słowna, i kamienna, chłodna twarz. Czasem, gdy w jego mniemaniu przewinienie było szczególne, kara również była wymyślna. Dla przykładu. Będąc dzieciakami, razem z moim bratem, gdzieś zasłyszeliśmy, że istnieje miejscowość "Cipa". Korzystając z sytuacji, że wizytowały u nas kuzynka z koleżnką, podzielilismy się z nimi informacją o owej miejscowości, pokazując z dystansu palcami, że miejscowość zwie się jak to "coś", co one mają między nogami. Wiadomo, dzieciaki, w zabawie próbujące naśladować dorosłych-niby banał, ale sprawa trafiła do naszych rodziców, którzy przecież powinni wiedzieć, co ich pociechy wygadują.
Oczywiście, gdy tylko tato wrócił z pracy, dostał dokładny raport od mamy w sprawie naszego zachowania. Jako że, jestem najstarszy, zostałem pociągnięty do odpowiedzialności za to niemoralne wykroczenie.
Był to czas wakacji, a przewinienie miało formę językową, dostałem następującą karę- przeczytać całe "Przygody Misia Padingtona" na głos, dodatkowo nagrywać wszystko na kasete magnetofonową, tak by, gdy zajdzie potrzeba, można było odsłuchać czy na pewno odpracowuję nałożną karę.
Wchodząc do księgarni, nawet przechodząc obok niej, z najdalszej odległości potrafię wypatrzeć "Przygody Misia P." na półce...
Pamiętam zdziwienie na twarzy mojej Terapeutki, gdy po opowiedzeniu tego, dodałem, że jakimś cudem, lubię czytać książki...
piątek, 24 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz