niedziela, 16 listopada 2008

jakis marazam i...

Wracam wiec do Polski. Mam juz bilet kupiony na grudzien. Jeszcze nie wiem, gdzie sie zatrzymam, ale jedno wiem, gdzie raczej nie...
Mam kilka adresow, gdzie spokojnie bede mogl znalezc dobra terapie, kwestia tylko znalezienia pracy, mieszkania, i odnalezienia sie w tym wszystkim na nowo. Znowu... Mam nadzieje jednak, ze to jeden z ostanich "razow" kiedy wszystko musze stawiac do "gory nogami" w przeciagu tak krotkiego czasu.
Nie pisalem chwile, bo wpadlem w jakis marazm, i tradycyjny brak ochoty, na cokolwiek.
Zlosc i gniew. Uczucia, ktore wreszcie zaczalem w sobie rozpoznawac. Jest we mnie duzo zlosci i gniewu, i takiego niepisanego "wkur...enia", ktore zawsze skrzetnie dusilem w sobie. Wiele rzeczy mnie wkurza, irytuje, i gdy tylko cos nie idzie po mojej mysli, po prostu wpadam w zlosc, i klne, albo krzycze, jak jestem sam. Nie lubie tego, ale to taki durny sposob na szybkie odreagowania skumulowanych emocji. Nietety dziala tylko na krotka mete.

Rozmawialem dzis z bratem. Ponoc dzwonil do Taty, ktory zaraz zapytal o mnie, bo slyszal ze wracam do Polski. Zapytal go wiec, czy moze wie, dlaczego, po co wracam. Na to brat odparl, ze wracam bo chce isc na terapie. Na to ojczulek, ze co ja znowu wyprawiam. I ze gdyby on sie tak mial tym wszystkim przejmowac to by zwariowal. Brat wtedy powiedzial mu o DDA, o on na to, ze co ja znowu sobie wymyslilem. No kurwa jego mac, nie moge. Nie ma to jak wsparcie i zrozumienie...
Dalej mowil mojemu bratu, ze jestem jego czastka, i ze moje problemy sa jego problemami, po czym dodal ze on przeszlosc zostawil. To zajebiscie, tyle ze dla mnie jego sposob "na przeszlosc" juz nie dziala. Ja chce zaczac normalnie zyc, bez udawania ze wszystko jest super i OK.

Rzeklbym tak, podazajac za Dysfunkcyjnym:" trzeba przeszlosc przezyc na nowo, jako dorosly, swiadomy czlowiek, by duchy i demony wyrosle nam w glowach przestaly straszyc".

Jestem zly, i poirytowany, ale nie zamierzam sie opiniami mojego taty przejmowac. Decyzje juz podjalem, i bez wzgledu na to co on, badz ktos inny o tym mysli, zamierzam ja wprowadzic w zycie.
Nie po trupach, nie na sile, nie dla udowodnienia czegokolwiek komukolwiek. Robie to dla siebie, dla wlasnego szczescia, bo w koncu ja tez na nie zasluguje.

1 komentarz:

  1. widzę, że się wpisałam pod poprzednim wpisem ;)

    OdpowiedzUsuń