czwartek, 6 listopada 2008

Boiskowa reprymenda

Wrocilem z treningu. W ramach zadbania o siebie i swoje potrzeby, od niespelna 2 tygodni gram w pilke z miejscowymi. Na poczatku troche sie balem zapytac. Cale szczescie to oni pierwsi zapytali czy nie mialbym ochoty z nimi "popykac" w noge. Ucieszylem sie jak dziecko na ta propozycje.
Od kiedy pamietam, pilka nozna to zawsze jakos mi towarzyszla. Pamietam swoje pierwsze Mistrzostwa Swiata w TV. To byl czas, jak chyba Piter Szilton (napisze po polsku bo nie mam pojecia jak sie to pisalo w oryginale ;) ) owczesny bramkarz reprezentacji Anglii. Mial chyba wtedy cos kolo 40stki. Kibicowalem mu jak nie wiem co. I wtedy stalo sie, puscil bramke. Plakalem razem z nim jak bobr. Chyba bardziej to przezywalem jak on. Potem na podworku jak gralismy z chlopakami, to oczywscie ja bylem golkiperem, bylem Piterem Sziltonem :)

Zawsze chcialem grac w jakims klubie. Nawet w C-klasie. Ale za niski troche bylem i mimo wielkiej ambicji nie bylo mi dane.
Tak wiec teraz, nadazyla sie okazja by sprobowac jeszcze raz, nie koniecznie na bramce, byle grac, byle czuc radosc z pilki.
Oki, zaczalem. Ale zaczalem tez robic to co zawsze. Wlaczyl sie mechanizm, ze "musze byc najlepszy, ze musze sie starac zagrac jak najlepiej, bo inaczej zostane wysmiany, niezakceptowany". Wiec dawalem z siebie wszystko, mimo ze kontaktu z pilka nie mialem dobre 4 lata. Co tam, masz ganiac. A jak cos nie wyszlo, najchetniej bym od razu sobie przypieprzyl z piesci, ale pozostala tylko mentalna, wewnetrzna reprymenda.
Cale szczescie zaczalem troche ten mechanizm zauwazac. Zaczalem tez zauwazac, ze inni ktorzy graja ze mna, tez nie sa doskonali, tez popelniaja bledy, i jakos nie ma z tego powodu konca swiata. Ufff, ale czy na pewno?

Jakos tak wyszlo, ze trener widzi mnie na bramce. Nie ma sprzeciwu, bo lubie byc bramkarzem, w koncu katowalem ta pozycje od malego.
Kolejny trening, a tu wciaz to samo, puszcze bramke, od razu "zjebka". Niewazne, ze byla nie doobrony. Zaczalem sobie wtedy mowic, "Odpusc bracie, czy myslisz ze Dudek, Boruc czy Piter Szilton byliby to w stanie obronic? Nawet jesli tak, to to jest ich praca, oni graja, im za to placa, nic innego nie robia, tylko trenuja, a i tak puszczaja gole". Heh, to teraz taka moja mala afirmacja.

Co jeszcze? Kiedy udalo mi sie cos wybronic, ladnie sie rzucic, tak z poswieceniem, zaraz chlopaki klaskali, cmokali, slyszalem slowa pochwaly. Ale mi wtedy, od razu wlaczalo sie niedowierzanie, podejrzliwosc, i zamiast poczuc sie doceniony, poczulem jakby raczej ze mnie szydzono, ponizano, niz naprawde doceniono. Ale zaraz zaraz, oni chca mnie zebym byl pierwszym bramkarzem, w zblizajacych sie zawodach. Hmm, wiec chyba cos musze jednak soba prezentowac, i to gdy doceniaja cos co zrobie, to jednak prawda. Jakos nadal niedowierzam :(
Wczesniej bym tego nie zauwazyl. Zawsze myslalem, ze ufam ludziom, ze nie jestem podejrzliwy.

Skad mi sie to bierze? Przynajmniej teraz to zauwazam, i choc troche moge podejsc do tego z dystansem.
Nic jutro kolejny trening, w niedziele zawody. I juz sie kur..a stresuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz