poniedziałek, 26 października 2009

Jak po...

Spotakłem się dziś z jedną dziewczyną. Poznaliśmy się przy okazji zbiorów, ale parę zdań zamieniliśmy między sobą po raz pierwszy na przyjęciu kończącym owe zbiory.
Inteligenta, ładna, bardzo młoda dziewczyna. Niezwykle uzdolniona muzycznie. Pogadaliśmy wtedy trochę o muzyce, o religii, o ludziach. Dziś spotkaliśmy się głównie po to, by podzielić się naszymi muzycznymi inspiracjami, miałem dla niej fajną płytkę polskiej kapeli grającej klezmer. Po oficajalach, czyli dzień dobry i przekazaniu CDka, zaproponowałem rozmowę. Więc wsiedliśmy na rowery i udaliśmy się w miejsce gdzie można było spokojnie usiąść na ławce i pogadać.

Nie wiem kiedy, ale minęły ponad 4 godziny. Tak, Bite 4h ciągłej rozmowy.

Dziewczyna jest dużo ode mnie młodsza. Heh, dokładnie o 10lat-ani dnia więcej ani mniej-okazało się, że urodziliśmy się tego samego dnia i miesiąca.

Zacząła szczerze i otwarcie. Zapytała, jak to jest mieć oboje rodziców, w sensie bilogicznym. Ja też dość szczerze odpowiedziałem, że w zasadzie to nie wiem, bo też mimo iż moi rodzice nadal żyją, nie miałem tak na prawdę możliwości doświadczyć tego czym jest normalana rodzina. Jej matka zmarła, kiedy ona miała zaledwie roczek. Nie jest jej łatwo, zwłaszcza kiedy mówi o swojej mamie, o tym jak inni mówią jej, że ona tak bardzo ją przypomina. Do tego ojciec, który nieświadomy tego, cały czas widzi w niej swoją przedwcześnie utraconą kobietę.
Gdy powiedziała mi, że on ją bije przeszły mnie ciarki, i od razu umysł przywołał obrazy z niedawno oglądanego American Beauty. Jej ojciec ożenił się ponownie, kiedy ona miała 8 lat. Teraz ma młodszą siostrę i brata. Mówi, że najbardziej boi się, że ja też zacznie pewnego dnia bić. Zapytałem jej, a co z Tobą? Przecież on teraz bije Ciebie, tak być nie może. Odparła, że ona da sobie rade, jeszcze tylko szkoły i będzie mogła się wyprowadzić, więc boi się tylko o siostrę. Słyszałem co mówi, a w środku czułem bunt i sprzeciw wobec takiej sytuacji. Pogadaliśmy o tym trochę więcej, zobaczyła tą sytuację w innym, nowym świetle, pokazałem jej inną perspektywę, rozwiązania.
DD-odnajdujemy się bez słów, rozumiemy się też bez słów.

Kiedy wróciłem do domu, poczułem się wyrzęty jak "szmata" (za przeproszeniem), dokładnie tak jak po ciężkim spotkaniu na terapii. Było mi na prawdę baaaardzo ciężko jakoś się z tym ogarnąć. Uczucie zupełnej bezsilności, niemocy, poczucia beznadziei życia. Jedna z pierwszych myśli to była chęć ucieczki od tego, chęć zapomnienia, ogłuszenia się, tak by ten stan przeczekać, przetrwać, by tak nie bolał.
Alkohol? Trawa? Tu mogę mieć wszystko, do tego legalnie. Pozwolić sobie zapomnieć.
Najgorsze to, że w tamtej chwili, nawet muzyka, która ostatnimi czasy wręcz trzyma mnie przy życiu, zaczęła mnie denerwować. Wszystko wydawało się bez sensu, takie głupie, bez znaczenia, bez celu.
Całe szczeście na gg była osobą z którą mogłem pogadać, powiedzieć jak się czuję. Tak po prostu, bez ściemy i po polsku. Pomogła mi. Na pewno.
Choć i tak, czuję się mocno zdołowany dzisieszą rozmową. (choć skąd inąd bardzo inspirującą, bo pogadałem z kimś myślącym, otwarym, ciekawym świata-a to dla mnie nieczęsta możliwość).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz