Wczorajszy dzien byl ciekawy. Sloneczny i wielowatkowy. Zdecydowanie lepiej sie czuje gdy jest slonce, gdy nie jest szaro, to dodaje mi sily.
Rozmawialem wczoraj z paroma osobami na necie i to tez na mnie dobrze wplynelo.
Uczucie, ze nie jestem sam, i nadzieja na lepsze jutro, lepsza przyszlosc.
No i zaczytalem sie do pozna na blogu dysfunkcyjnego. Zaczalem kilka dni temu, od najswiezszych wpisow, przeczytalem wszystkie, i w sumie myslalem ze to wszystko. Potem zajrzalem do archiwum i sie ucieszylem, mnostwo starych wpisow, jeszcze zanim Autor poszedl na terpaie. W sumie na ta chwile, to ta strona jest taka moja "mala duza" terapia.
Czytajac jego dziennik, mam wrazenie jakbym czytal o swoim zyciu. Nawet jego problemy z zona, w porozumiewaniu sie, w normalnych kontaktach z nia, wydaja sie takie bliskie.
Ciezka sprawa. Ale ciesze sie, bo jest nadzieja w tym wszystkim. On przeszedl swoja droge, i nadal nia idzie, i jest juz tam, gdzie ja tez bede, bo bardzo tego chce. To daje mi niesamowitej sily i wiary.
Z Przyjacielem rozmawialismy o psach, zwlaszcza o szczeniakach i o ich wychowaniu. On teraz czyta ciekawa ksiazke, z kotrej troche mi pocytowal. Mocne slowa, a zarazem takie prawdziwe i pelne sensu. Pytanie: jak myslisz, jak Bog, Jezus, Allah, Kryszna, czy ktokolwiek inny wychowywal by swojego psa? Czy ciagnal by go za obroze z calych sil, bo pies cos "zle" zrobil? Czy wpychal by jego maly pyszczek w miejsce gdzie sie maluch zsikal czy zrobil kupe, zeby mu pokazac jak bardzo zle sie zachowal?
I podobnie jest z naszym wewnetrznym dzieckiem...Jak ja traktuje sam siebie...
Po tej rozmowie, cos sobie jeszcze uswiadomilem...ale o tym moze potem.
poniedziałek, 3 listopada 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz