środa, 1 kwietnia 2009

Bezsenność i natłok myśli.

Bezsenność i natłok myśli.

Nie mogę zasnąć. Czuję się mocno pobudzony, do tego jeszcze włączyło mi się rozmyślanie...
W sumie może to i nawet dobrze, bo wreszcie jest sposobność do odświeżenia bloga, a raczej napisania choć trochę co się u mnie dzieje, a dzieje się całkiem sporo.

Ostatni raz pisałem o braku zaufania do kobiet. Nie rozwinąłem wtedy tego bardziej, a był to akurat dość ciekawy i burzliwy moment mojego życia. Stało się tak,że poznałem dziewczynę via internet. Zapoznawanie się z ową kobietą, miało dokładnie taki sam charakter-schemat, jak to do tej pory bywało. Schemat-zamiar w miarę prosty. "Chcę być z kimś", niby nic nowego, a jednak w moim przypadku oznaczało to szukanie takiej partnerki, która będzie choć w jakimś stopniu odpowiadała mojemu modelowi "tej właściwej" kobiety. Dość smutne to, ale w moim przypadku oznaczało to dokładnie tyle co poszukiwanie kobiety, która prędzej czy później zdradzi mnie, innymi słowy kobiety w miarę łatwej.
Poznałem Panią X, i praktycznie od samego początku chodziło o sex. Oczywiście chcieliśmy się spotkać. Trochę rozmawialiśmy na gadu gadu, dzwoniliśmy do siebie, próbowaliśmy się lepiej poznać. Ale w tym wszystkim i tak chodziło głównie o sex, i to było jasno komunikowane przez obie zainteresowane strony. Szybko okazało się, że Pani X, też miała dość ciężką przeszłość, rzekłbym mocno dysfunkcyjną, i słysząc to, wcale mnie to nie dziwiło, bo już przecież przywykłem do takich kobiet, że takie właśnie przyciągam. Z jednej strony bardzo chciałem być z kimś na poważnie, na stałe, na normalnych zasadach, z szacunkiem, zaufaniem, miłością, z drugiej nieświadomie szukałem kobiet, które były dokładnie zaprzeczeniem tego pierwszego. Tak samo było i w tym przypadku.
Z racji odległości jaka nas wtedy dzieliła, i zaistniałej sytuacji, próbowaliśmy sie jakoś spotkać. Takie pójście na żywioł, a potem zobaczy się co będzie. No i ja w tym całym obłędzie, byłem gotowy do niej pojechać. Przynajmniej tak mi się wydawało. Było to dla mnie o tyle ciekawe, że po prawie 2 latach całkowitego braku jakichkolwiek spotkań z kobietami, coś wreszcie miało się wydarzyć. DO tego z naprawdę ładną kobietą, która na mnie zwróciła uwagę! To było jak obłęd. Z jednej strony "magia" i chemia takowego spotkania, z drugiej zdrowy rozsądek, i bilans tego co, takie spotkanie może mi/nam przynieść.
Nie było łatwo. Miałem do niej jechać w piątek, a od czwartku zaczęły się poważne wątpliwości w sens tej eskapady. Mnóstwo emocji kotłowało się we mnie, co dość mocno odczuwałem na wysokości splotu słonecznego, jako potężny ucisk, utrudniający swobodne oddychanie. Do tego fale buzującej namiętności, i rozum...
W piątek pojechałem na terapie. Powiedziałem o wszystkim Terapeutce. Wysłuchała mnie uważnie, po czym nie skomentowała. Szczerze, to liczyłem po cichu, że ona mi powie co powinienem zrobić w tej sytuacji. W sumie jeszcze przed wizytą, miałem długą rozmowę z Przyjacielem w tej kwestii. Podał wiele rzeczowych argumentów, próbując delikatnie wybić mi z głowy całe przedsięwzięcie. Przytaknąłem mu we wszystkim, jednak palący ucisk splotu, hormony, nie przyjmowały tego rozwiązania. Dlatego myślałem, że terapeutka odpowiednio mnie "pojedzie" wskazując właściwy kierunek...
Po terapii wróciłem do mieszkania. Nadal nie wiedziałem czy pojadę czy nie. Zrobiłem tak, że zabrałem swoje rzeczy i po prostu poszedłem na dworzec. W drodze wykręciłem numer Pani X, i zacząłem rozmowę. Powiedziałem co czuję w związku z przyjazdem i całą sytuacją. Wszystko wyglądało na to, że to pewnie będzie jednorazowe spotkanie (ona wyjeżdżała na dniach do pracy za granice), więc powiedziałem o swoich uczuciach w tej kwestii. Jasno zakomunikowałem, że nie czuje się najlepiej po terapii (bo na prawdę nie była to lekka sesja), i że po prostu nie przyjadę. Że będzie lepiej przez szacunek dla nas, jeśli nie przyjadę. Dodać muszę, że jeśli bym pojechał to miałbym gwarantowany sex (takie zapewnienie usłyszałem). Wspominam o tym, bo właśnie w tym względzie nie czułem się dobrze do końca. No bo niby Ok, jest zgoda obu stron, i po wszystkim się rozchodzimy, i pewnie nigdy więcej się nie spotkamy (ona wyjeżdża).
Przez chwile myślałem, że taki wyjazd to dobra okazja do mojej konfrontacji z problemem zdrady i nieufności. Dopiero Przyjaciel wyprowadził mnie z tego błędnego myślenia.
Miałem taki a nie inny wzorzec kobiety, jaki dostałem od Matki. Potem szukając nieświadomie tego wzorca, odnajdywałem kobiety z którymi chciałem się związać. I teraz, gdybym uległ, i pojechał, to moja tak zwana konfrontacja, byłaby tylko kolejnym potwierdzeniem schematu, że "kobiety są łatwe, i nie warto im ufać", dodał bym jeszcze, że nawet te ładne, miłe i inteligentne (bo taka była Pani X).
Kiedy już rozłączyła się ze mną, poczułem ulgę. Całe to napięcie jakie nosiłem w związku z tym wyjazdem i spotkaniem, wreszcie ustąpiło. Czułem się dziwnie, ale mimo wszystko jakoś lżej.
Postanowiłem wykorzystać jakoś ten czas, który wcześniej był zaplanowany na podróż do Pani X, dla siebie. Wyciągnąłem kumpla do fryzjera. Pierwszy raz od nastu lat ostrzygłem się inaczej niż maszynka na 9mm. I gdy tak wracaliśmy już od fryzjera spacerkiem, poczułem coś, co zaraz powiedziałem do Przyjaciela-"na prawdę cieszę się, że podjąłem taką decyzję, że nie pojechałem. Teraz wiem, że nie muszę być jak moja Mama".
Wiem, że To dopiero początek drogi, początek zmian ku lepszemu, niemniej jestem ogromnie wdzięczny za to co już się pozmieniało w moim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz