środa, 1 kwietnia 2009

korzystając z bezsenności

Nadal nie śpieszno mi w objęcia Morfeusza, więc kontynuuję. Właściwie to jestem teraz tu, bo natłok myśli nie pozwolił mi by spokojnie zasnąć. Jak można poczytać poniżej, to trochę się jednak u mnie dzieje. Zanim jednak przejdę do sedna, a raczej do tego co mi po głowie chodzi, muszę dodać kilka najnowszych szczegółów z mego życia.

Po zawirowaniach z Panią X, jakiś czas później, poczułem że może by tak spróbować poznać kogoś trochę inaczej niż jak dotychczas. Inaczej, znaczy się bez podtekstu erotycznego. Tak więc też zrobiłem. Internet przyszedł z pomocą. Znalazłem ciekawą osobę, zaczęliśmy mailować. Znaleźliśmy wiele wspólnych tematów. Po kilku dniach spotkaliśmy się w realu. Sam fakt, że randka trwała 5 godzin, świadczy że była bardzo udana. Kobieta ładna, inteligentna, miłą, uśmiechnięta. W ogóle całe spotkanie było dla mnie szokujące, bo czułem się bardzo dobrze, nie udając, nie grając, tylko po prostu będąc sobą, co więcej, taki jaki jestem, okazałem się bardzo ciekawym i wartym poznania człowiekiem.

Od tego czasu spotykamy się, nadal mailujemy, poznajmy bliżej. Wszystko to jest dla mnie nowe, bo zaczęte jakże inaczej. Ale dostrzegam teraz, że w pewnym sensie jest to dla mnie dość nazwijmy to nienaturalna sytuacja, bo po prostu nigdy wcześniej tak nie rozpoczynałem znajomości z kobietą-partnerką.
I teraz wytworzyła się taka dośc ciekawa sytuacja, kiedy od zakończenia sprawy z Pania X, moje libido (do tego momentu znaczne) nagle gdzieś uciekło. Do tego doszła nowa znajomość, będąca dla mnie czyms całkie nowym pod wieloma względami (tak na prawdę, dopiero teraz byłem na prawdziwej randce), gdzie nie potrafię "ulokować" sfery seksu. Chodzi o to, że z dość namiętnego osobnika, przeszedłem do stadium zbliżonemu aseksualności (świadom jestem że to wszystko się cały czas, gdzieś tam zmienia), gdzie w pewnym sensie jestem gotów wycofać się z tej relacji, bo nie czuje "chemii". Ale jak tak spojrzę, to nie tylko w stosunku do Niej, nie czuję pociągu (przynajniej teraz), ale też do inych kobiet, gdzie wcześniej widząc tą czy inną takowy pociąg bym czuł.
Piszę to z pewnym dystansem, bo tak na prawdę nie wiem co o tym myśleć, jak się do tego ustosunkować. Stąd nie podejmuje żadnych kroków, októrych wspominam. To mi teraz zaprząta głowę, nie pozwalając spać...

Związki dla mnie, zwłaszcza teraz, gdy wszystko nadal jest bardzo świeże, to wciąż sfera niezbadana. W sumie po analizie mojego genogramu, doszliśmy z terapeutką do tego, co w rodzinie od pokoleń jest tematem tabu:
a/ związki;
b/ rlacje z innymi i okazywanie uczuć;
c/sex.
Niby tak nie wiele, a jednak wystarczające by mocno skomplikować życie.
A teraz chyba pójdę spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz